Protestantka, katoliczka i zakonnica

Protestantka, katoliczka i zakonnica
INDIE. Siostra Priscilla pochodzi z indyjskiego stanu Manipur, którego nazwa oznacza – ziemia klejnotów. Jej dom rodzinny położony jest w północno-wschodniej części kraju, przy granicy z Myanmarem. Populacja tego rejonu liczy ok. 3 miliony osób, głównie rdzennych wspólnot etnicznych. Ludność określa się jako prostych, pracowitych i gościnnych. Cechą charakterystyczną, wyróżniającą ten rejon jest duży szacunek dla kobiet i poważanie względem osób starszych. Chrześcijaństwo, przyniesione przez angielskich misjonarzy, jest jedną z głównych religii obecnych na tym terenie.
Rola dziadków
Nazywam się Tedar Maring (siostra Priscilla to moje imię zakonne). Moi rodzice są protestantami. Mam też dwoje młodszego rodzeństwa. Moi dziadkowie od strony mamy są katolikami, to będąc u nich w czasie wakacji poznawałam podstawy wiary katolickiej, uczestniczyłam w niedzielnej Eucharystii i odmawiała nieznane u nas modlitwy, jak np. różaniec. W ciągu roku szkolnego uczęszczałam jednak do szkoły protestanckiej. Podobała mi się miłość protestantów do Pisma Świętego, ale jednocześnie coraz bardziej interesowała mnie i pociągała wiara katolicka, a zwłaszcza sakramenty eucharystii i pojednania. Mając 12 lat zapragnęłam zmienić wyznanie, przyjmując katolicyzm. Rodzice bardzo się sprzeciwiali, jednak z pomocą dziadków i wujostwa zaakceptowali moją decyzję. W następnych latach uczęszczając do katolickiej szkoły ojców jezuitów mogłam pogłębić swoją wiarę.
Boże wezwanie
Pewnego dnia, w ostatniej klasie liceum, przechodząc przez podwórko zobaczyłam zwiędły kwiat maku i pomyślałam, że nasze życie bez Boga jest podobne do tego zwiędłego kwiatka. Ta myśl wciąż do mnie wracała, a w moim sercu rosło pragnienie, by należeć do Jezusa, by zrobić dla Niego coś wielkiego. Zdając sobie sprawę z tego, że takie pragnienie jest dla mnie nieosiągalne, odrzucałam tę myśli, ale na próżno. Byłam pełna dziwnego niepokoju, aż pewnego dnia z odwagą powiedziałam rodzicom, że chcę zostać siostrą zakonną. Jak się można było spodziewać, otrzymałam stanowczą odmowę. Rodzice zapowiedzieli mi, że muszę kontynuować studia i że jedynym wyborem jaki mam, to zostać nauczycielką lub pielęgniarką. W końcu, dzięki interwencji dziadków, mój ojciec pozwolił mi spędzić jakiś czas w klasztorze, w nadziei, że wkrótce wrócę do domu.
3500 km ku powołaniu
Moja podróż, by zacząć realizować pragnienie serca zaczęła się w marcu 2009 roku, gdy w towarzystwie cioci wyjechałam do Bangalore, które jest oddalone od Manipur o jakieś 3500 km, aby dołączyć do Sióstr Misjonarek św. Piotra Klawera. Siostry klawerianki poznałam przez pewnego księdza misjonarza. Bardzo mnie urzekł charyzmat Zgromadzenia i wiedziałam, że chcę być jego częścią. Dostałam jednak czas, aby rozpoznać swoje powołanie, poznać bliżej życie sióstr i zdecydować, czy chcę do nich dołączyć. Siostry były bardzo troskliwe i serdeczne w stosunku do mnie, dzięki temu początek mojego pobytu w Zgromadzeniu, pomimo odmienności kultury, języka i jedzenia, był radosny. Z czasem zaczęłam bardzo tęsknić za rodziną i moją ziemią, zwłaszcza, że moi rodzice zerwali ze mną zupełnie kontakt. Byłam tym bardzo przygnębiona. Wszystko wokół mnie stawało się szare, nie miałam już nawet ochoty przebywać z Panem na modlitwie. Czułam się sfrustrowana i zła na siebie. Pewnego dnia poszłam do kaplicy i powiedziałam Jezusowi, że wracam do domu. Kiedy tak się modliłam, jakaś wewnętrzna siła nie pozwalała mi opuścić kaplicy. Zrozumiałam, że Jezus mnie kocha, że zawsze będzie ze mną i że Jego łaska nigdy mnie nie opuści. Poczułam jego bliskość i postanowiłam kontynuować drogę mojego powołania.

Jezus mnie prowadzi
Czułam się przemieniona. Patrzyłam na siebie i wydarzenia życia codziennego z nowej perspektywy. Czułam, że to Jezus prowadzi mnie dzień po dniu, a Jego obecność stawała się coraz bardziej odczuwalna. Doświadczyłam tego, co mówi Księga Syracha –„Jak glina w ręce garncarza, który ją kształtuje według swego upodobania, tak ludzie są w ręku Tego, który ich stworzył" (Syr 33, 13). Od tej chwili uchwyciłam się tej pewności, zwłaszcza pośród trudności, słabości i niepowodzeń życia codziennego.

Boski garncarz
Po zakończeniu przewidzianego pobytu u sióstr musiałam wrócić do domu i otrzymać pozwolenie rodziców na kontynuowanie życia zakonnego. Było mi bardzo ciężko patrzeć, jak płaczą, zwłaszcza mój ojciec, z którym czułam się szczególnie związana. Z sercem pełnym bólu, pozwolił mi iść obraną drogą, polecając, bym nigdy nie oglądała się za siebie, nawet gdy będę musiał stawić czoła trudnym sytuacjom. Mogłam więc iść za głosem, który mnie wzywał na drogę życia konsekrowanego i podążać kolejnymi etapami formacji zakonnej. Sześć miesięcy po rozpoczęciu nowicjatu dostałam informację o śmierci mojego taty. Nie da się wyrazić słowami tego, co czułam w sercu. Jego dobre rady, bliskość moich sióstr, a przede wszystkim poczucie, że jestem w rękach Boskiego garncarza, pozwoliły mi przetrwać ten trudny i bolesny czas. Pomimo zawirowań i trudności 6 lipca 2014 r. poprzez złożenie ślubów zakonnych, oddałam się Temu, który mnie wybrał i powołał, abym należała tylko do Niego.
Wspaniałe doświadczenie
Pierwszych kilka lat po złożeniu ślubów spędziłam w międzynarodowym junioracie w Rzymie. Ukończyłam studia z duchowości misyjnej na Uniwersytecie Urbaniana i zostałam posłana na moją pierwszą misję do Polski. Od roku, będąc w krakowskiej wspólnocie sióstr klawerianek, pomagam w animacji misyjnej. 19 września 20201 roku w krakowskim Sanktuarium św. Jana Pawła II złożyłam swoje śluby wieczyste. Chciałabym, aby każda osoba, którą spotykam, doświadczyła tego co ja, że – jest bardzo cenny w oczach Boga. Pan dał każdemu z nas szczególną misję. Tylko ci, którzy zostali powołani do jej wypełnienia, mogą ją zrealizować. Nikt inny nie może ich zastąpić. Nie możemy bać się podjąć zadania, które Bóg nam powierzył, ponieważ On jest zawsze z nami!
s. Priscilla Maring SSPC